Długi czas oczekiwania na legalizację pobytu cudzoziemca w Polsce

Z danych raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK) wynika, iż za wzrostem liczby cudzoziemców ubiegających się o zezwolenie na pracę w Polsce nie nadąża administracja rządowa. Dziś średni czas oczekiwania na legalizację pobytu przekracza 200 dni. To jest około trzy razy dłużej niż jeszcze 4 lata temu. Należy jednak mieć na względzie, iż wówczas liczba cudzoziemców była znacznie niższa.

O jakich liczbach odnośnie cudzoziemców, pragnących u nas pracować, powinniśmy wiedzieć?

W latach 2014-2018 cudzoziemcy złożyli w Polsce 732 tysiące wniosków o legalizację pobytu. Z tej liczby 649 tysięcy dotyczyło pobytu czasowego, 69 tysięcy pobytu stałego, a prawie 14 tysięcy – pobytu rezydenta długoterminowego UE.

Zgodnie z założeniami, postępowanie administracyjne w sprawie legalizacji pobytu winno trwać 90 dni. I o ile w roku 2014 średnio trwało ono 64 dni, o tyle w roku 2018 – jest to średnio 206 dni. Jak widzimy, polska administracja ma na tym polu wiele do poprawy.

Z uwagi na przedłużający się proces legalizacji, cudzoziemcy zaczynają kierować skargi do sądów administracyjnych i często uzyskują z tego tytułu odszkodowanie. W okresie od maja 2014 roku do listopada 2018 roku sądy administracyjne wydały w tych sprawach 115 wyroków, z czego 101 w samym 2018 roku. Ponadto, wojewodowie (czyli Skarb Państwa) musieli wypłacić z tego tytułu odszkodowanie w łącznej kwocie 211 tysięcy złotych, z czego 196 tysięcy dotyczy wyroków z 2018 roku.

Na dzień 1 stycznia 2019 roku w Polsce przebywa 372.239 cudzoziemców z dokumentem potwierdzającym prawo pobytu.

Co ma wpływ na tak długi czas oczekiwania na legalizację pobytu przez cudzoziemca?

Otóż przede wszystkim brakuje kadr i po prostu pieniędzy. W dłuższej perspektywie to wszystko może doprowadzić do zniecierpliwienia i zniechęcenia cudzoziemców, planujących pracę w Polsce. A to z kolei negatywnie odbije się na naszym rynku pracy, borykającym się już z deficytem pracowników.

Polecamy  Nowe przepisy o delegowaniu pracowników

Pracodawcy podkreślają też, że taka długość procesu legalizacji wynika też z dużego skomplikowania procedur. Częstokroć pracodawcy, bez wsparcia przedsiębiorstw doradczych, sami nie są w stanie przebrnąć przez ich liczbę i masę różnych regulacji. Polscy pracodawcy muszą bowiem samodzielnie weryfikować kwestie legalności pobytu, jak i możliwości podjęcia pracy na danym stanowisku na podstawie kilkunastu ustaw i rozporządzeń.

Na taką złożoność tej materii wpływają też ciągłe ich modyfikacje. Ponadto, nawet prawidłowa realizacja wszystkich procedur, nie daje gwarancji terminowego i szybkiego rozpatrzenia wniosku. To powoli zaczyna powodować utratę zainteresowania ze strony cudzoziemców.

Co prawda jedna z modyfikacji jest pozytywnie oceniana przez pracodawców. Mowa tu o zmianach wprowadzonych 1 stycznia 2018 roku w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach na rynku pracy (Dz.U. z 2017 r., poz. 1065 ze zm.), jednak dotyczą one tylko zatrudnienia krótkoterminowego. Zgodnie z tymi zmianami, obywatelom Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy można powierzyć wykonywanie pracy bez konieczności uzyskania pozwolenia na pracę, jedynie na podstawie pisemnego oświadczenia pracodawcy, zarejestrowanego w powiatowym urzędzie pracy.

Jednak największy problem dotyczy sytuacji, gdy pracodawca chciałby kontynuować współpracę z cudzoziemcem, wtedy w grę wchodzą już zezwolenia na pobyt, a ich zdobycie bywa bardzo czasochłonne.

NIK przypomina też, iż według szacunków GUS brakuje w Polsce ok. 145 tysięcy pracowników (według Eurostatu to nawet ok. 200 tysięcy). Ponadto, po otwarciu rynków pracy na Zachodzie można się spodziewać wyhamowywania napływu cudzoziemców.

Jakie jeszcze nieprawidłowości przy rozpatrywaniu wniosków o zezwolenie na pracę wykryła NIK?

Kontroli poddano 264 spraw dotyczących wydania cudzoziemcom przez wojewodów zezwoleń pobytowych, na pracę i dokumentów podróży. Nieprawidłowości wykazano w aż 187, co stanowi ponad 71% skontrolowanych spraw. Wykazane błędy dotyczyły wszystkich urzędów poddanych weryfikacji.

Przykładowo, urząd w Krakowie działa w miarę sprawnie, jest chociażby możliwość kontaktu z urzędnikiem, jednak i tak na decyzję czeka się pół roku. Są jednak urzędy, gdzie tak naprawdę samo pozyskanie informacji o stanie sprawy stanowi problem. A jeszcze inne urzędy wydają negatywne decyzje, bez wzywania do uzupełnienia braków formalnych.

Polecamy  Upublicznianie służbowej korespondencji bywa ryzykowne

Z raportu pokontrolnego NIK wynika również, iż niektóre urzędy pierwsze czynności w danej sprawie podejmowały z dużym, nawet blisko rocznym opóźnieniem (było to 345 dni w przypadku 10 spraw). W jednym, skrajnym przypadku, decyzję wydano po 1259 dniach, czyli po ponad 3 latach. W 15 sprawach, mimo, iż wniosek był kompletny, a materiały wystarczające do zakończenia sprawy, czekały one na zatwierdzenie bardzo długo, od 2 miesięcy do 2 lat i 8 miesięcy.

Jakie konsekwencje ponosi zatem administracja za swą opieszałość?

Okazuje się, iż cudzoziemcy coraz częściej skarżą się na urzędniczą opieszałość, składając oficjalne skargi do urzędów. W okresie kontrolowanym przez NIK (czyli latach 2014-2018) liczba takich skarg wyniosła ponad 1000. Najwięcej ich dotyczyło Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, bo aż 579. Dla przykładu w całym roku 2014 były tylko 63 skargi, a już w 2018 roku (do 30 września) – 620.

Składane skargi dotyczyły najczęściej następujących kwestii:

  • nienależytego wykonywania obowiązków przez pracowników
  • braku możliwości rejestracji wizyty w urzędzie
  • niedoręczenia decyzji rozstrzygającej sprawę
  • braku możliwości kontaktu i uzyskania informacji w toczącej się sprawie
  • opieszałości i przewlekłego prowadzenia sprawy

Niektórzy cudzoziemcy idą o krok dalej i decydują się na wstępowanie na drogę sądową. Można to po prostu traktować jako akt desperacji przeciwko urzędniczej opieszałości. Największą liczbę wyroków w tym względzie zasądził w latach 2017-2018 Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu.

Dlaczego zatem mamy na tym polu aż tak duże problemy i opóźnienia?

Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak kadr w urzędach wojewódzkich i w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców. W ostatnich kilku latach liczba wniosków o legalizację pracy wzrosła niemal siedmiokrotnie, wniosków o legalizację pobytu trzykrotnie, a liczba odpowiedzialnych za to urzędników tylko dwukrotnie.

Kolejne tak zwane „wąskie gardła” tego procesu to skomplikowana procedura. W ramach postępowania o zezwolenie na pobyt wymagane są między innymi opinie Straży Granicznej czy też Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a tam też niestety jest problem z mocami przerobowymi.

Polecamy  Wzrost liczby przedsiębiorstw ze statystycznie wyższymi wynagrodzeniami

Ponadto, zdaniem NIK, przyznane urzędom wojewódzkim dodatkowe środki finansowe są niewystarczające. Urzędy uzyskały dodatkowe 14 mln złotych na 281 etatów (zgłoszenie opiewało na niemal 18,5 mln złotych dla 255 etatów), jednak przy ciągłym wzroście liczby składanych wniosków, okazało się to wysoce niewystarczające. Nie przyczyniło się też w żadnym stopniu do skrócenia terminów załatwiania spraw.

Podsumowując, jest to dość istotny problem i ma bezpośrednie przełożenie na rynek pracy. Liczba migrantów zarobkowych w Polsce rośnie i należałoby w tej materii zrobić wszystko, by terminy rozpatrywania spraw uległy znacznemu skróceniu. W przeciwnym bowiem wypadku może się okazać, iż cudzoziemcy skierują swe zainteresowanie w stronę innych krajów, również borykających się z problemami niedostatku pracowników.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *